Ocena użytkowników: / 78
SłabyŚwietny 

Plan podziemi.

Opowieść Gołębia z Poznania.

Na początku był tylko pomysł zrobienia pierwszego dokładnego planu podziemi. Od dłuższego czasu irytowało nas, że mimo iż powszechnie uważa się że system podziemny jest już znany (co nie było i nie jest prawdą nawet do dnia dzisiejszego), nie ma żadnego dobrego planu. A właściwie co plan to wszystko inaczej. Tu zakręt pod takim kątem, tu pod innym, tu na planie linia prosta a w rzeczywistości delikatny łuk... Próbujesz kolejne plany nakładać na mapy topograficzne a tu ciągle wszystko się rozłazi. Niby ?znawców? od cholery, a dobrego planu jak nie było tak nie ma. W końcu irytacja sięgnęła zenitu i przyszedł czas na podjęcie męskiej decyzji - robimy własny plan podziemi MRU!!!.

 

Najdokładniejszy jaki potrafimy, najdokładniejszym sprzętem jaki jest w naszym zasięgu finansowym. Szczęśliwym trafem zdarzyła się okazja. Polak geodeta wyjechał do pracy w Wielkiej Brytanii i pojechał tam z własnym sprzętem. Na miejscu okazało się, że ma tam do dyspozycji sprzęt firmowy, nowszy i bardziej wypasiony od tego który przytargał z ojczyzny. Przez to jego sprzęt przez rok leżał i się tylko kurzył. Nie wiem czy żal chłopu było sprzętu, że leży biedny i nieużywany, czy potrzebował gotówki tak czy inaczej za stosunkowo niewielkie pieniądze weszliśmy w posiadanie tachimetru SOKKIA SET3B.

Pamiętam jak dziś z jaką niecierpliwością oczekiwałem na przesyłkę, i jak po otwarciu ciężkiej pomarańczowej wodoodpornej skrzynki ukazał się nam sprzęt mimo swojego wieku w wręcz idealnym stanie. Japońska produkcja, na początku lat dziewięćdziesiątych szczyt techniki pomiarowej. Dokładność pomiarów liniowych to 15 ppm co daje 15 mm na kilometr a dokładność pomiarów kątowych to 5? czyli jedna siedemset dwudziesta stopnia! W czasach swojej młodości wart pewnie tyle co najnowszy mercedes, a dzisiaj weszliśmy w jego posiadanie za równowartość trzech polskich średnich pensji. Szlajanie się po bunkrach rozwija ludzi w wielu dziedzinach. Od nauk ścisłych przez survival do sportów ekstremalnych. Czyli przyszedł czas zostać geodetą samoukiem .

Teraz wystarczy przeczytać tylko kilka książek z dziedziny geodezji, zaprojektować i wykonać podświetlanie luster do pomiarów w ciemnościach, opracować system łączności mierniczego z ?tyczkarzem? bo niestety łączność bezprzewodowa w podziemiach MRU nie działa, nauczyć się posługiwać jakimś GIS'owskim programem na PC'eta, podzielić się rolami, i - ruszamy na pomiary!

Tu warto nadmienić, że profesjonalny zespół mierniczych geodetów powinien się składać z czterech osób: kierownika pomiarów, mierniczego, tyczkarza czyli ludka biegającego rozstawiać lustra i sekretarza zapisującego wyniki pomiarów. Ale nas było tylko dwóch! Jakoś trzeba podzielić się robotą. Już w czasie treningów na powierzchni okazało się, że mierniczy to tak absorbująca i wymagająca ciągłego skupienia funkcja, że ni cholery nie da się jeszcze robić czegoś innego. Na dodatek większość czasu stoisz w miejscu lub przemieszczasz się na niewielkie odległości tak, że w podziemiach szybko zaczynasz marznąć. No ale trudno, nikt nie zakładał, że będzie lekko.

Jacolowi przypadła funkcja kierownika pomiarów i tyczkarza. Nie dosyć, że chłop musiał czuwać nad wszystkim to jeszcze ganiał jak pies z wywieszonym jęzorem rozstawiając lub ściągając tyczki z punktów pomiarowych. Bywało tak, że ja nie ruszyłem się z miejsca, a Jacol w tym czasie robił po 4 kilometry. Ja przemarznięty, on spocony jak szczur.  Ot, taką to sobie wymyśliliśmy zabawę

Rolą sekretarza podzieliliśmy się po połowie. Na bliskich pomiarach Jacol, na dalekich - ja. Okazuje się też, że we dwóch ciężko będzie się z tym całym majdanem uwlec. Na pierwszy wyjeździe pomaga nam to wszystko targać nasz kumpel Piotr, ale trzeba jeszcze kupić jakiś dobry wózek bo inaczej zajedziemy się na śmierć i nie będzie siły mierzyć.

A teraz jaką w praktyce uzyskaliśmy dokładność i jak to sprawdziliśmy.

Na początek należało wyznaczyć tzw osnowę realizacyjną. Czyli punkty o znanych współrzędnych z których zaczniemy pomiary i na których będziemy sprawdzać dokładność końcowego pomiaru. W tym przypadku nie było pola manewru, musiały to być osie symetrii szybów. Tylko jak to zrobić? Z pomocą przyszedł geoportal. Dokładność ortofotomapy na geoportalu to około 20 cm na piksel a w wielu miejscach stropy obiektów są bardzo wyraźnie widoczne. Wystarczyło tylko przenieś oś szyby na strop obiektu i w odpowiednim miejscu kliknąć myszką na ekranie komputera. Tak oto zdobyliśmy w prosty sposób i za darmo współrzędne naszej osnowy realizacyjnej. 20 cm na piksel dodając do tego błąd kliknięcia to w skrajnym przypadki może się zrobić około metra, no ale jak na nasze pomiary to dokładność wystarczająca byle tylko ją utrzymać w czasie pomiarów w podziemiach.

Na pierwszy ogień poszła Pętla Nietoperska.

Niby teorie znamy ale brak praktyki, wszystko idzie jakoś niegramotnie. Najgorzej z rozstawianiem sprzętu, strasznie wolno mi to idzie ale Jacol jest cierpliwy. Najważniejsze to spokój i skupienie, szybkość przyjdzie z czasem. Ważne, że udało nam się wejść w swoje role i obaj jesteśmy zdeterminowani. Szychty pomiarowe po dwanaście, czternaście godzin. Następnie siedem godzin snu i z powrotem do roboty. Zimno, ciemno, do domu daleko, ogólnie przerypane. Po dwóch dniach pomiarów mózgi zaczynają się lasować od ciągłego skupienia. Wracamy do domu. Mamy pomierzoną pętle i połowę drogi do Marthy. Cztery szyby na których można sprawdzić dokładność pomiarów. Teraz tylko wprowadzić dane do komputera i okaże się czy to wszystko ma sens i czy nie wywaliliśmy po parę tysięcy w błoto bo ze względu na brak wiedzyczy praktyki nie uzyskamy zakładanych dokładności albo zabraknie motywacji i szlag wszystko trafi. I okazało się, błędy między naszymi pomiarami osi symetrii szybów a współrzędnymi z geoportalu wynoszą poniżej jednego metra!!! Udało się! Będzie mapa! Optymistycznie zakładam, że powinniśmy skończyć w jakieś półtora roku?

Na trzecim wyjeździe pomiarowym jakoś wszystko samo zaczyna iść bardziej sprawnie. Nie ma już takiego obciążenia psychicznego, że popełnimy gdzieś błąd. Po raz kolejny uzyskujemy zakładane dokładności a i przy pomiarach rozumiem się z Jacolem bez słów. Każdy wie co ma robić, słowa są zbędne. Opracowany przez nas podział ról działa jak szwajcarski zegarek. Drugim ważnym i dokładnym testem dokładności był pomiar Pętli Boryszyńskiej. Pomierzenie obwodu pętli wymagało dwudziestu dwóch rozstawień sprzętu. Sprzęt już wiemy że jest rzeczywiście dokładny ale czynnik ludzki może być naszą piętą Achillesa. Teraz faktycznie okaże się jak naprawdę dokładnie mierzymy. I jaki naprawdę ma kształt Pętla Boryszyńska. Na ile nasz plan będzie się różnił od planu Miniewicza? Pomiary po obwodzie muszą się zamknąć. To znaczy na pewno się nie zamkną pytanie o ile? Otrzymane wyniki: w poziomie 8 cm w pionie 1,5 cm. Jest dobrze! Sprawność geodety zdobyta! Dodatkowo wszystkie pionowe ciągi technologiczne i kominy wentylacyjne też zostały użyte do sprawdzenia dokładności pomiarów. Tutaj za źródło współrzędnych posłużył nam ręczny odbiornik GPS Garmina GPSMAP 60CSX. Ten może nie najnowszy już model ma jednak jedną ogromną zaletę w porównaniu do wszystkich nowszych. Potrafi automatycznie dokonać kilkaset pomiarów a następnie je uśrednić przez co eliminujemy przypadkowe odbicia sygnału a otrzymana w ten sposób dokładność to około 1,2 metra. Niestety nie da się w ten sposób wyeliminować błędów wynikających z odbicia sygnału z satelity od jonosfery. Ale za każdym razem nasze pomiary mieściły się w granicach błędu odbiornika GPS.

Wysokości nad poziomem morza. Czyli te małe fioletowe cyferki na naszej mapie.
Wysokości n.p.m. posadzki tuneli uzyskaliśmy poprzez dowiązanie się do niemieckich punktów wysokościowych - Festpunktów w skrócie FP których w podziemiach jest całe mnóstwo. Punkty te mają rozdzielczość pomiaru jeden milimetr. Ale to tylko rozdzielczość, dokładność jest z reguły o jeden rząd wielkości mniejsza od rozdzielczości więc należy przyjąć, że ?niemiaszki? pomierzyły to z centymetrowymi dokładnościami. Na mapie do druku zaznaczyliśmy tylko niektóre z nich żeby nie zaciemniać obrazu mapy, ale oczywiście każdy nasz punkt pomiarowy posiada taką zmierzoną wysokość. Wyznaczając swoją wysokość na podstawie jednego punktu FP na kolejnych sprawdzaliśmy czy coś nam nie ?uciekło?. Niemiecka ekipa zabezpieczenia geodezyjnego budowy pewnie nie miała nic innego do roboty jak tylko bez przerwy w kółko mierzyć jeden tunel. Wyniki następnie uśredniano. Oni mieli dużo czasu, ale kąty pionowe mierzyli optycznym teodolitem a odległości pomiędzy punktami stalową miarą. My mieliśmy tylko jeden pomiar, ale dysponowaliśmy sprzętem o którym niemieccy geodeci nawet nie mogli pomarzyć. Na kolejnych sprawdzanych niemieckich FP okazało się, że nasze i ich wysokości pływają pomiędzy sobą o około 2 cm. Czyli wszystko w granicach normalnych błędów pomiarowych. Tu należy dodać, że są to wysokości mierzone do poziomu Morza Północnego a nie tak jak jest to obecnie na polskich mapach do wysokości morza w Kronsztadzie. Różnice są jednak tak niewielkie, że na potrzeby naszej mapy przyjęliśmy założenie, że nie będziemy tego przeliczać. W końcu to niemieckie bunkry więc i wysokości do niemieckiego punktu zerowego.

Podsumowując: Na całej suchej części systemu udało się potwierdzić dokładność pomiarów poniżej jednego metra. Plan zalanych części powstał za pomocą pomiaru azymutów i odległości pomierzonych linką z naniesionymi markerami w czasie wielu nurkowań na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat w których często brałem udział jako nurek. Zrobienie planu części suchej zajęło mi i Jacolowi 2 lata w ciągu których spędziliśmy pod ziemią 88 dni i 66 nocy. Teraz pisząc te słowa mam pod biurkiem naszą pomarańczową skrzynkę. Patrząc na nią mam przed otrzyma jak stoję zmarznięty, głodny, zmęczony przed tachimetrem gdzieś w podziemiach. Daleko przede mną słabo widoczne światełko Jacola rozstawiającego tyczki do pomiarów. Ale na swój sposób polubiłem tę robotę i chyba trochę mi jej teraz brakuje.

Na dzień dzisiejszy naszą mapę można kupić między innymi w muzeum w Pniewie, u Mirki w Wysokiej oraz w military shopie ?u Krzycha? w Poznaniu.

Studzienek, zwrotnic nie ma na naszej mapie. Nie zaznaczaliśmy ich. Może i błąd ale i tak mieliśmy parę tysięcy punktów pomiarowych. Uszczegółowić mapę o studzienki i przebieg torów miały ?Suchanki? A konkretnie Waszek, emerytowany inżynier opcykany w AutoCad'ie. Suchanki wprawdzie pomierzyły wszystko od południa do Emmy ale w międzyczasie Waszek podupadł na zdrowiu i uszczegółowienie szlag trafił.

A odnośnie komunikacji w podziemiach. Jacol nasz ekipowy MacGyver zaprojektował i wykonał tarcze z trzema czerwonymi diodami montowaną na lustrze do pomiarów. Dwie diody w poziomej osi lustra i trzecia na górze w osi pionowej. Diody te były niezbędne żeby można było na odległości powyżej 50 m wycelować tachimetrem. Dodatkowo służyły do komunikacji z mierniczym. A wyglądało to tak: Ja zostaje przy tachimetrze a Jacol idzie ustawić lustro do pomiarów. Jak tyczka jest wypionowana zapala czerwone diody przy lustrze. Jest to sygnał dla mnie że mogę rozpoczynać pomiar. Jak pomiar jest wykonany daje znać Jacolowi przeciągłym gwizdem i mruganiem latarki. Jacol wyłącza podświetlanie diodowe i idzie przestawić lustro na kolejny punkt pomiarowy. Ja w tym czasie zapisuje wynik pomiarów i czekam kiedy znów zapalą się czerwone diody. Przy ostatnim punkcie pomiarowym Jacol po sygnale ?pomiar zakończony? ale przed wyłączeniem podświetlania diodowego daje mi znać błyskając latarką ?koniec ciągu pomiarowego?, ja odpowiadam błyskami, że zrozumiałem, zwijam sprzęt i idę rozstawić tachimetr na kolejny punkt. W ten sposób bez problemu komunikowaliśmy się na odległość do 850 metrów.

Odwodnienie na Boryszyńskiej to wspólne pomiary nasze i Suchanków. My mierzyliśmy wloty od strony systemu a resztę Czesi. W kanale nie da się rozstawić tachimetru albo można go zniszczyć. Baliśmy się o sprzęt. Wylot jest taki jak w Kęszycy.

P.S.
A teraz bez szydery i całkiem na poważnie - przyjmujemy krytykę! Przecież nie jesteśmy nieomylni, nawet nie mamy geodezyjnego wykształcenia. Jesteśmy tylko pasjonatami i zrobiliśmy mapę dla takich samych pasjonatów jak my. Niekomercyjnie, od tak, dla ludzi bo prowizja ze sprzedanych map nie zwróci nam nawet pieniędzy wyłożonych na sprzęt do pomiarów.

Jak powstawała mapa obiektów powierzchniowych może napisze coś innym razem...