15 września 2007 roku, wczesnojesienna aura otula swym zimnym podmuchem przybyłe osoby,
wystawiając wszystkich na próbę czasu, sił, cierpliwości... Przestępując z nogi na nogę kolejni przybysze
zastanawiają się czy warto czekać... marznąć. Postanawiają wytrwać. "Kryptonim Arbeitsamt"- skąd taka
nazwa? Kłębiące się w umysłach pytania, stopniowo krystalizują się w odpowiedziach uzyskanych podczas
rozmów, do których zostają wciągnięci przez "naziemną" obsługę "Kryptonimu". Skrywana przez ponad
60 lat lokalna tajemnica wychodzi na światło dzienne. Sprawdzenie listy obecności, weryfikacja liczby
gości - to formalności, którym wszyscy przybyli zostają poddani. Nagle konsternacja. Zarysowane na
twarzach zdziwienie, naziemny gwar i rozmowy przerywają odgłosy detonacji wydobywające się spod
ziemi. Towarzyszący im ryk samolotów wiele wyjaśnia - to nalot. A więc jednak
Wilgoć i stęchlizna podobno dobrze działają na włosy, skórę i paznokcie. Jednak nie dlatego każdą wolną chwilę spędzają w bunkrach.Idą w ciemności jeden za drugim. Latarki świecą na wysokości oczu. Cisza. Słychać tylko kroki, jakoś głośniej niż na powierzchni. I oddechy towarzyszy. Tutaj też są bardziej słyszalne. Przewodnik ociera się o drut wystający ze ściany. Daje znać kolegom. Pozostali już się nie ocierają. Nagle stop. - Uwaga dół! - ostrzega przewodnik. Przechodzą bokiem. Tutaj załamanie ściany, tam schody. Patrzą przed siebie. Nagle: plum, plum, plum. Brną po kostki w wodzie. Chwilę później nad głowami przeleciał nietoperz. Kobiety nie dają po sobie poznać, że się przestraszyły. Teraz sufit schodzi w dół. Tunel się zwęża. Grupa maszeruje na czworakach. Widać światełko w tunelu. Wychodzą cali umorusani, ale z uśmiechami na twarzach. Nikt się nie zgubił?... Strzepują pajęczynę z głowy i wchodzą do kolejnego bunkra.
Dzisiaj prezentujemy kolejną historyczną publikację traktującą w sposób jakże swobodny i lekki , a zarazem jakże esencjonalny wszystko to co mozna nazwać kolorytem bunkrowym. Poczytajcie arcik . Życzymy miłej zabawy!

